Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacja. Pokaż wszystkie posty

28 lipca 2017

Seminarium ,,Motywacja + frisbee'' z Paulą Gumińską w Chwaszczynie!


Pogadanki, ogrom wiedzy, humor, teoria i praktyka, intensywny trening, motywacja i prawdopodobnie jedno z najlepszych seminarium na jakim byliście? Witamy na seminarium z Paulą!


22 lipca wyruszyłyśmy na nasze drugie seminarium ogółem, ale pierwsze z Paulą. Od samego początku miałam mieszane uczucia, co do tego wydarzenia. Wiedziałam, że dzięki niemu wreszcie będziemy mogły ruszyć z miejsca, ale z drugiej strony stres i myśl, że się nie uda, że wszystko się posypie, Ruby nie będzie chciała współpracować i nie zrobimy nic były jeszcze większe. 
Seminarium zaczęliśmy od przedstawienia się i opisania naszych problemów i zaprezentowanie naszego przeciętnego treningu, podczas gdy Paula zapisywała i analizowała swoje spostrzeżenia. 
Potem przyszedł czas na frisbee. Podczas, gdy nasze psy odpoczywały w klateczkach, ludzka część seminarium miała czas na podszlifowanie dwóch rzutów - floaterów i backhandów. Poznaliśmy frisbee jako sport i owe rzuty od strony teoretycznej, po czym ze strony praktycznej rzucaliśmy dyski do siebie, do bezlitosnego siedziska Włodka, który nie wybaczał błędów i kazał nam robić po 5 pajacyków lub przysiadów za nieprawidłowy rzut :D Chociaż nie trenujemy frisbee ani na poważnie ani dla zabawy to na pewno kiedyś się przydadzą, szczególnie, że trochę się wkręciłam!

Fot. Emilia
 Po frisbiaczach  Paula opowiadała nam o swoich wnioskach wysnutych z naszych ,,pokazów''. Omówiła szczegółowo nasze błędy i zwróciła uwagę na mocne elementy, podpowiedziała w jaki sposób powinniśmy próbować zmienić ,,gorsze punkty'' treningu, a które utrwalać. Okazuje się, że popełniamy tyle błędów, o których nawet nie zdajemy sobie sami sprawy, że głowa mała. Dla przykładu, ja niepotrzebnie na siłę próbuję udowodnić, że Ru nagle , magicznie, w wyśniony dla mnie sposób zacznie się bawić, nieprawidłowo (i bez szans na powodzenie) próbuję nakręcić psa na zabawkę, jedzenie, wręcz podaję psu jedzenie pod pysk i za bardzo się z nim niańczę, a na prawdę nie zdaję sobie z tego sprawi gdy ćwiczę ze swoim psem. Bardzo się cieszę, że w końcu ktoś podpowiedział nam, co konkretnie robimy (nie, Gosia, Ty robisz!) źle, ale także podpowiedział, w jaki sposób możemy to zmienić. 

Następnie nastąpił czas na gwóźdź programu - Pana Puszka! (Nismo) Paula pokazała nam elementy posłuszeństwa i rzeczy, które są przydatne w życiu codziennym i pracy z każdym psem. 
No i była też chwila na to, co tygryski lubią najbardziej - wejścia! Czyli każdy miał swoje prywatne 10 minut, które mógł poświęcić w 100% na siebie i swojego psa wykorzystując rady Pauli w postaci ,,gier i zabaw'', przyjaznych i interesujących dla obu stron. Po prostu, wybranymi problemami - wybór należał do nas! Ja postanowiłam poświęcić ten czas niemalże w pełni naszemu słabemu ogniwu w pracy - motywacji zabawkowej. Na początku Paula poprosiła mnie o skupienie psa na sobie i przygotowanie do pracy za sprawą smakołyków. Panie i Panowie. prosimy o applauz, zawąchana Rubinka była nagle gotowa TU I TERAZ (!!!) ♥ Potem swoje 9 minut miały zabawki! Bałam się, że nic z tego nie wyjdzie.. Ale wyszło! I to jak! :D W moim niebawiącym się piesku obudził się zabawkowy potwór, pirania! 

Fot. Emilia

Okazuje się, że moje podejście do zabawkowej motywacji było błędne i pełne sprzeczności, że mój pies tak na prawdę preferuje inny rodzaj zabawek i zabawy. Wina lezy tu oczywiście po mojej stronie, ponieważ tę kwestię w czasach szczeniaczkowych niemalże olałam i dużo w tym okresie zepsułam.  Na szczęście miałam szansę na żal za grzechy, dostałam rozgrzeszenie i obiecałam poprawę i jestem z tego faktu niesamowicie szczęśliwa i dumna! Wiadomo, jeszcze masa pracy przed nami, ale wierzę, że w końcu, kroczkiem po kroczku, dojdziemy do celu!

Podsumowując już...
Moje obawy zostały rozwiane i jest dla nas nadzieja, jak się okazuje. Niesamowicie cieszę się, że zdecydowałam się wziąć udział w tym wydarzeniu, móc i sprawdzić sibei pod okiem zawodowca. I, zupełnie szczerze i subiektywnie mogę polecić Wam seminaria z Paulą, która jest wspaniałomyślną, pozytywnie zakręconą, miłą, otwartą i pomocną osobą! Dziękuję, Paulo, mam nadzieję, że to nasze nieostatnie seminarium z Tobą! ♥ 

PS. 
PSST! Przepraszamy za zastój, ale jak sami widzicie, sporo się u nas działo i dzieje. Na szczęście nadrabiamy zaległości  i już niedługo światło dzienne ujrzy notka o tematyce, której już dawno tutaj nie było! Widzimy się już niedługo, a my tymczasem lecimy na trening wykorzystywać wiedzę z seminarium!

20 czerwca 2017

II Treningowe Zawody Agility O Puchar JUHUU

Jako że jesteśmy już ponad tydzień po ostatnich zawodach i zdążyłyśmy w tym czasie trochę odsapnąć i się zregenerować, zapraszamy Was na świeżutka, jeszcze cieplutką relację z naszego startu na II Treningowych Zawodach Agility o Puchar JUHUU!
PS
Jeśli nie widzieliście relacji z naszego debiutu, polecam nadrobić zaległości KLIKAJĄC O TUTAJ!

Fot. Cyntia Zygmuntowicz ♥




Jumping 1 - na start weszłam na prawdę wyluzowana, z najaranym, oczekującym mojego ruchu pieskiem gotowym do pracy (♥) do tego stopnia, że Ruby przeskoczyła pierwsza hopeczkę sama z siebie. Nie potraktowano tego jako błąd, ponieważ nie było jeszcze sygnału do startu, ale nawet, gdyby tak się zdarzyło, to i tak byłabym pełna podziwu, jak nakręcił się mój mały cavliś! Do połowy torku przebiegłyśmy czyściutko, ale Ruby postanowiła obiec (nie przeskoczyć) hopkę po tunelu (my fault: nie byłam zwrócona do psa, kontakt się urwał i caviś był zdany tylko na siebie). Udało nam się w miarę szybko to naprawić, ale na następnej hopce znowu popełniłam podobny błąd (tyle że tu w ogóle nie było mowy o jakimkolwiek kontakcie z mojej strony, nagle zobaczyłam na końcu torku różowego jednorożca w paski, który przeciągnął mnie na swoją stronę, przez co Rubicz znowuż nie zaliczył hopki). Przez co finalnie skończyłyśmy z DISem. Muszę się przyznać, że ciągłe utrzymywanie kontaktu z psem jest dla mnie zmorą, na prawdę mega często o tym zapominam, a ostatecznie wkurzam się na psa, że ,,zachciało mu się ominąć hopkę''. Jeśli myślicie, że to takie proste, spróbujcie przebiec z psem tor składający się z 20 przeszkód, myśląc trzeźwo (i za siebie i za psa), utrzymując kontakt z psem, pokazywać mu gesty, wymawiać komendy i jeszcze nie zaliczyć gleby i to za pierwszym razem! :D

Jumping 2 - tu poszło nam z kolei bardzo ładnie ♥ Zaczęłyśmy pięknie, prawidłowo zaliczając kolejne przeszkody (i muszę się tu pochwalić... NA KONTAKCIE!!!). Udało mi się zrobić zmianę za psem (i właśnie po tych zawodach stała się ona moją ulubioną zmianą :D), jednak po tunelu za długo czekałam na psa zamiast wskazać psu tor ruchu i biec dalej przez co ostatecznie strasznie wyrzuciło Ru na zakręcie, na szczęście udało się opanować tę sytuację i zaliczyłyśmy kolejne przeszkody. Pod koniec popełniłam błąd robiąc zmianę dosłownie za psem, zasłaniając mu tor ruchu, ale ta sytuacja również została opanowana i w sumie dobrze wyszło. :D. Finalnie zakończyłyśmy jumping 2 na 4 miejscu(!!!) z czasem 21,69sek ♥ 



Jumping 3 pozostawił w mojej głowie niefajne wspomnienia z poprzednich zawodów, które niestety się potwierdziły...
Na starcie okazało się, że kilka osób, które startowały wcześniej przed nami jednak nie biegną przez co trochę zbito nas z tropu, przerwano sielankę w namiocie i musiałyśmy biec żeby zdążyć. Jednak to podcięło żyłki moim nerwom, które puściły do tego stopnia, że to był NAJGORSZY START EVER. Wszystko robione niedbale, w pośpiechu, bez wielkiego zaangażowania. Świadczy o tym kompletny brak zainteresowania z mojej strony biegnącej za mną\obok mnie Ru i ominięte przez nią kolejne dwie hopki oraz ogromna strata czasu i 2 odmowy na koncie. I tak to cud, że nie dali nam DISa, ale sam bieg był koszmarny. Chociaż patrząc na to z drugiej strony... Gdybyśmy nadawały wówczas na podobnych falach i lepiej się dogadały, nie popełniły tych błędów, a co idzie z tym w parze, miały lepszy czas, to miałybyśmy szanse na 6, 5 lub nawet 4 miejsce. Ale nie ma co gdybać! 


Podsumowując...

Mimo wszystkiego, czego powinnam żałować, za co powinnam się wstydzić... Finalnie na prawdę niczego nie żałuję! Jasne, mogłam zrobić coś tak, co innego siak, ale nie cofniemy się już w czasie, a wręcz przeciwnie, możemy zawalczyć o lepsze jutro, a ściślej 26 sierpnia kiedy to czeka nas trzecia edycja zawodów w Juhuu. Myślę jednak, że wystarczy tylko spiąć tyłek, zmobilizować się i zacząć działać, ćwiczyć stare ,,naumiane'' rzeczy, ale także te nowo i ,,niedokońcanaumiane'', a wierzę, że wiara, zaufanie i pasja zrobią swoje. :) Organizacja jak zwykle była świetna, jedyne do czego mogłabym się przyczepić to słabo słyszalny mikrofon, ale wybaczam to za wspaniałą atmosferę i na dodatek muzyczkę ♥ Dostałam bolesnego, aczkolwiek motywującego kopa w tyłek i wierzcie mi lub nie, ale zamierzam to wykorzystać! :D Jestem niezmiernie szczęśliwa i zaskoczona, a jednocześnie nie mogę się doczekać trzeciej edycji tych zawodów chociaż nie spodziewam się nie wiadomo czego, po prostu, nie wystarczy widzieć, TO TRZEBA PRZEŻYĆ! :) 

Na koniec chciałabym poinformować Was o trzech sprawach. Pierwszą z nich jest fakt, że wyjeżdżamy, za góry i za lasy (to wskazówka! ;)), drugą, że planujemy coś o tym napisać, a trzecia to podziękowanie za dotarcie aż do samego końca tej notki i zachęcenie do dalszego śledzenia losów Napędu na cztery łapy. Co prawd mieliśmy ostatnio niemały zastój, ale przed Wami jeszcze sporo do odkrycia! ;)
 



2 maja 2017

I Treningowe Zawody Agility O Puchar JUHUU

1.04 Klub JUHUU zorganizował I Treningowe Zawody O Puchar JUHUU, a jako że ominęły mnie poprzednie zawody w poprzedniej edycji i teoretycznie byłyśmy gotowe na ten start postanowiłam, że tym razem spróbujemy swoich sił. :)

Fot. Cyntia Ztgmuntowicz


Wszystkie przebiegi były jumpingowe (jumping - tylko hopki - stacjonaty i tunele), był podział na wysokości tyczek podczas startów, ale finalnie wszystkie klasyfikowały się do klasyfikacji łącznej, na podium też nie było takiego podziału, liczył się czas i jakość przebiegów.


Jadąc na zawody postanowiłam, że nie będę się spinać, polować na podium, bo takie podejście zazwyczaj źle się kończy, a zamiast tego postawić na dobrą zabawę i potraktować ten start jako trening i sprawdzian z dotychczas przyswojonej wiedzy. Jak się później okazało, takie podejście było zbawienne i to była moja wówczas najlepsza myśl!
Widziałam, że gdy ja podchodzę do pracy z dystansem i uśmiechem na twarzy, Ruby jest wyluzowana i zdecydowanie lepiej pracuje się z nią w takim stanie. Dlatego też przed pierwszym zapoznaniem z torem przeszłyśmy się na krótki luźny spacer, poćwiczyłyśmy kilka prostych rzeczy, powtórzyłyśmy czynność ze znajomym psem i byłyśmy gotowe na wszystko. :D

Fot. Oliwia Cyperska
Jumping 1 - DIS (dyskwalifikacja - tu akurat wszystko potoczyło się felernie, zaczynając od przedłużającego się startu, przez który Ruby zaczęła wchodzić w stan uśpienia, kompletnie się wyłączając, zwiewając do ludzi i zapachów, przez moją słabą pamięć i handling przez co nie zapamiętałam toru i prowadziłam psa po nim jak ostatnia kaleka, po stres związany z debiutem przed publicznością, na żywo, TU I TERAZ)

Jumping 2 - DIS (dyskwalifikacja - zaczęło się bardzo ładnie, ale Ruby postanowiła wbiec w lewy, nie prawy otwór tunelu, co już skutkowało disem)

Jumping 3 - 7\34 (!!!)  (Tu było idealnie! Zabrakło nam jedynie szybkości i nici porozumienia - Ru najpierw ominęła całą hopkę, zamiast od razu ją przeskoczyć, ale udało nam się wybrnąć z tej sytuacji, zrobić ładny finish i zdobyć punkty do klasyfikacji łącznej!)




Pierwsze dwa jumpingi w gruncie rzeczy zawaliłyśmy, ale dzięki temu wiem, że problemu należy doszukiwać się po obu stronach (ja biegam jak na szpilkach, przez co źle prowadzę psa na torze, a Ruby czasem zapomina, że biegniemy razem i chcąc pokazać żyłkę niezależności proponuje własne rozwiązania lub wykonuje ćwiczenia na odwal). Natomiast jumping 3 zapewnił nam 4 punkty do klasyfikacji łącznej, z których mogłabym się śmiać patrząc na osiągnięcia innych, a koniec końców jestem z nich przecholernie dumna! ♥ 



Ten start pozwolił nam sprawdzić swoje umiejętności, zapewnił dobrą zabawę i chęć walki (pozytywnie!) na pozostałych dwóch edycjach, było świeeetnie!
Brawa należą się również organizatorom, zawodnikom, obserwatorom i paparazzi, którzy  razem stworzyli fajną, ,,domową'' atmosferę i zajefajne zawody! :)
Do zobaczenia w czerwcu!


 

24 sierpnia 2016

FUNNY obóz - relacja, podsumowanie

Pierwszy tydzień sierpnia spędziłyśmy na wiejskiej części Pomorza razem z ekipą Funny Doga. Był to jeden z najbardziej męczących i pracowitych tygodni z Ruby, który, uważam, że warto jakoś sklecić i podsumować.


 

Przez cały czas wyjazdu, około 2 razy dziennie miałyśmy do trzech indywidualnych zajęć, co najmniej jedno grupowe, a dzień kończyłyśmy spacerem w towarzystwie kilku do kilkunastu psów.
Był to obóz mix, czyli połączenie agility, posłuszeństwa (rally-o, obedience), frisbee, tropienia, a także sztuczek i socjalizacji. Ku mojemu zaskoczeniu, w naszym wykonaniu nie była to wcale mieszanka wybuchowa. Po pierwszych zajęciach z dogfrisbee odpuściłyśmy sobie tę aktywność i skupiłyśmy się na pozostałych.


Rudzielcowa świetnie spisywała się na agilitkach. Z chęcią wykonywała moje polecenia i z wielką radością śmigała po ,,torze''. Niestety z cudzysłowem, bo jesteśmy na etapie ,,suchych'' sekwencji tunel-stacjonata (bez skakania). Coraz lepiej wychodzi nam wysyłanie do przeszkód z większych odległości, obieganie i powracanie. Młoda w końcu zaczyna prawidłowo myśleć, tzn, koncentrować się na zadaniu i jego prawidłowym zakończeniu, a nie  nałogowym rozkminianiu jak by tu zwiać do cioteczek, skrócić zadanie i dostać za to dużą porcję smaków, zuch dziewczyna! :D
Praca w rozproszeniach nie stanowi już tak wielkiego problemu jak kiedyś, caviś potrafi pięknie skupić się na zadaniu, dokonać swego i pokazać, że jeśli chce, to potrafi. Ale, żeby nie było tak kolorowo... Motywacja na zabawki jakby w ogóle nie istniała, cały wór przeróżnych zabawek, czy to naszych, czy pożyczonych był i nadal jest FE. No chyba, że z nerki tonami wylewają się smaczki, wtedy dzidzi twierdzi, że mnie kocha.


Posłuszeństwo jest jak najbardziej na plus. Zdarzyło się kilka wpadek, ale zmotywowały mnie jeszcze bardziej do regularnych ćwiczeń. Sporo czasu wałkowałyśmy przywołanie, które wychodzi już o niebo lepiej, ale nadal znacznie odbiega od ideału, który mam w swojej głowie. 
Przez kilka dni pracowałyśmy nad ćwiczeniami na torze rally-o dla ,,grupy'' pierwszej. Zostałyśmy pochwalone za staranność i ambicje w dążeniu do celu, które rzeczywiście wypadły super. Zajęcia z posłuszeństwa dały mi dużo do myślenia, bo odkąd wróciłam cały czas zastanawiam się, czy warto brać udział we wrześniowych zawodach rally-o, które planowałyśmy i ewentualnie się ośmieszyć, czy może doszkolić się, podszlifować braki i wystartować w lutym. POMOCY


Socjalizacja, pół żartem, pół serio, w naszym wykonaniu zasługuje co najwyżej na 2\10.
Ruby tolerowała obce psy, ale zdarzało jej się wdawać w szczekliwe dyskusje między nimi. Lękliwość pozostała, ale od tego czasu bardzo regularnie nad nią pracujemy i mamy zamiar w końcu ją zwalczyć.
Ruby w stosunku do kur, koni i osła zachowywała spokój. Tylko raz przestraszyła się źrebaka, który chyba zapomniał o swoich rozmiarach i mimo to zapraszał Ruby do zabawy. Mimo wszystko dzięki temu wiem, że trzeba włożyć w to sporo serca i chęci, bo samo nie minie, a jedynie, co bardziej prawdopodobne, jeszcze bardziej się nasili.


Klatkowanie przebiegło bardzo pomyślnie. Rudzielcowa siedziała cicho w klatce i nie miała większych problemów z wyciszeniem się. Dowiedziałam się natomiast, że jest bardzo zazdrosna, gdy spędzam dłuższą chwilę z obcym psem, ale nie jest terytorialna i nie broni swoich zasobów agresją.


Podczas całego pobytu na obozie miałyśmy dwa wejścia, po 20 minut na zajęciach fitpaws. Ćwiczyłyśmy na dysku sensorycznym, piłce gimnastycznej, tzw orzeszku i jeżykach sensorycznych (zielone, na zdjęciu). Spanieluszek bardzo pozytywnie mnie tu zadziwił, bo pokazał, że mimo braku rzeźby charta ma gibkie ciałko i z chęcią wskakiwał na orzeszka, piłkę gimnastyczną i ćwiczył, m.in. piwoty na dysku. Już wiem, co będziemy robić zimą... :D
Zaskoczyło mnie to, jak fajnie umie kombinować i sama dojść do tego, co należy w danym ćwiczeniu zrobić, bo w domu zdarzało się to tylko sporadycznie.


 
Psst, drugie od lewej.. :D

Zajęcia w grupie były super, bo miałam okazję ćwiczyć z Ruby w bardzo dużych rozproszeniach, z grupą różnych psów i ludzi, a ja nie zawiodłam się na moim uchaczu!
Skupienie, które prezentuje na zdjęciu Rubisia trwało większą część zajęć.


 

Sztuczki poszły nam nieźle. Zaczęłyśmy naukę przytulania (na zdj) i chodzenia na stopach, którego nie uwieczniono.


Na spacerach Ruby zachowywała czujność, przywołanie zawodziło, a przy rozproszeniach w postaci hasających psów nie zawsze miała ochotę coś robić. Wodowanka nie było, bo spaniello stchórzyło.

W czwartek, o 6 nad ranem (OLABOGA!) wzięłyśmy udział w zajęciach tropienia użytkowego niesportowego dla chętnych. Mi osobiście się spodobało, myślę, że Ruby też, dlatego po cichu mogę Wam zdradzić, że powoli i z dystansem, ale przymierzamy się do seminarium z tropienia, dla przyjemności i zaspokojenia ciekawości. :)



Na dogfrisbee Ruby ponownie utwierdziła mnie i siebie w przekonaniu, że dyski są ble i woli smaczki, no cóż... 



W przedostatni dzień odbyły się mini-zawody, podsumowujące cały obóz i to, co udało nam się przez ten czas wyrobić. Opierały się na sztuczkach, agility i rally-o. Skończyłyśmy z całkiem przyzwoitym czasem i zadowolone z siebie. 
Rubiszek ładnie pracował, pięknie pokazał przywołanie przez zabawki i smaczki i pozytywnie zaskoczył mnie w rally-o.


Piesa przyzwyczaiła się do obecności innych psów w pokoju,na spacerach i treningach i razem z  Shaggym udało nam się strzelić pieskom wspólną fotkę. Na zdjęciu brakuje Zooma, ale będąc niespełna 4 miesięcznym szczeniakiem porządnie wymęczył się na tym wyjeździe, więc finalnie mu to wybaczamy. :)



Podsumowując, wyjazd, choć się go obawiałam, okazał się strzałem w dziesiątkę, bo utrzymał nas w aktywności, pokazał, co musimy jeszcze dopracować, dał porządnego kopa w zadek i zmotywował do tego stopnia, że założyłam własny dzienniczek treningowy, w którym zapisuję każdy trening i ,,uwieczniam'' każdy, nawet malutki postęp. Dodatkowo co tydzień uczęszczamy na zajęcia agility. Szkoda, że to już koniec. Do zobaczenia za rok! :)

24 czerwca 2016

Psi weekend + sukcesiki

18-19.06 na terenie gdyńskich Kolibek odbył się Puchar Bursztynowego Psa (agility) i krajowa wystawa psów rasowych, na których miałyśmy przyjemność się znaleźć. Niestety nie jako uczestnicy, a obserwatorzy, co wcale nie oznacza, że było źle!


W końcu odważyłam się na zrobienie kroku w przód i zdecydowałam się na podróż SKMką. Ruby po raz pierwszy przebywała na dworcu, wśród grona tak wielu ludzi i dzieci, przez których została wymiziana za wszystkie czasy, ale także na imprezach, jakimi są krajowej rangi zawody agility i wystawa. I, jak na nasz pierwszy wspólny wypad tego typu było chyba naprawdę nieźle. W drodze do Gdyni prawie całą drogę przespała mi na kolanach w kagańcu. Natomiast gdy dotarłyśmy już na miejsce zaczął się ten sam problem - ojacie, mami, pacz, ludzie, dzieci, psy, agilitki, omgomgomg, czyli coś, z czym staramy się walczyć już od jakiegoś czasu i co ów wypad miał nieco zneutralizować i zneutralizował, 3 godziny później, gdy piesa zaczynała tracić już ostatki sił i chodziła niemalże na chwiejnych nogach... ;) 



Jak widać, na drugim zdjęciu, zaciekawiły ją przebiegi różnych psów. W momentach ekscytacji, czy zdezorientowania troszkę sobie popiszczała, obwąchała się z kilkoma pieseczkami i chyba oswoiła nieco z atmosferą zawodów. Jej szczególną uwagę przykuł pewien owczarek szetlandzki, dzięki któremu później przestawała bać się mniejszych i podobnych wzrostowo do niej piesków (tak, wiem..), no może oprócz wyjątkowo szczekliwych i zawziętych buldożków francuskich oraz chihuahua, do których przez pewien czas miała uraz, choć z czasem zaczęła je ignorować i mieć wylane na to, co te maluchy mają do powiedzenia, tak trzymaj, córcia! :D


Fotorelacja z przebiegów






























Następnego dnia (19.06) odbyła się wystawa, w której również byłyśmy jedynie obserwatorkami, także po raz pierwszy miałam okazję wybrać się na nią z Ruby, wcześniej na imprezy tego typu jeździłam sama. Zawody były (a przynajmniej miały być) raczej kameralne, choć powodu małej ilości miejsca organizatorzy musieli poszczególne ringi ,,powciskać'' w wolne miejsca. Między niektórymi psami było kilka spin, ale poza tym było raczej spokojnie. Rubisia miała okazję ponownie zostać porządnie wymiziana i obwąchać się z różnymi psiakami, co pozytywnie wpłynęło na jej zachowanie w stosunku do nich, na szczęście lęk przed większymi psami i miłość do wszystkich również już ustępuje, ale będziemy jeszcze z tym walczyć. Wygląda również na to, że udało mi się przekonać Rubisię do tej formy aktywności i bardzo się z tego cieszę, bo pieseła zaczyna robić coraz większy progress, a ja już podjęłam decyzje. Zdecydowałam, że we wrześniu weźmiemy udział w zawodach rally-o, Top Speed Dog i wystawie z tym, że tym razem już nie jako obserwatorki, a uczestniczki. Trzymajcie kciuki! :)
Mimo wszystko, uważam, że to jednak swego rodzaju sukces, że w ogóle się do tego posunęłyśmy, bo mogłyśmy nie jechać, ale uparta pańcia nie przepuściłaby takiej okazji. :D


Jako że jutro wyjeżdżamy, a wracamy dopiero 9.07 postanowiłam napisać dwa posty ,,naraz'', toteż jeśli jeszcze nie widzieliście T E G O wpisu, to serdecznie zapraszam i do ,,zobaczenia'' za 2 tygodnie! :)