Pokazywanie postów oznaczonych etykietą agility. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą agility. Pokaż wszystkie posty

20 czerwca 2017

II Treningowe Zawody Agility O Puchar JUHUU

Jako że jesteśmy już ponad tydzień po ostatnich zawodach i zdążyłyśmy w tym czasie trochę odsapnąć i się zregenerować, zapraszamy Was na świeżutka, jeszcze cieplutką relację z naszego startu na II Treningowych Zawodach Agility o Puchar JUHUU!
PS
Jeśli nie widzieliście relacji z naszego debiutu, polecam nadrobić zaległości KLIKAJĄC O TUTAJ!

Fot. Cyntia Zygmuntowicz ♥




Jumping 1 - na start weszłam na prawdę wyluzowana, z najaranym, oczekującym mojego ruchu pieskiem gotowym do pracy (♥) do tego stopnia, że Ruby przeskoczyła pierwsza hopeczkę sama z siebie. Nie potraktowano tego jako błąd, ponieważ nie było jeszcze sygnału do startu, ale nawet, gdyby tak się zdarzyło, to i tak byłabym pełna podziwu, jak nakręcił się mój mały cavliś! Do połowy torku przebiegłyśmy czyściutko, ale Ruby postanowiła obiec (nie przeskoczyć) hopkę po tunelu (my fault: nie byłam zwrócona do psa, kontakt się urwał i caviś był zdany tylko na siebie). Udało nam się w miarę szybko to naprawić, ale na następnej hopce znowu popełniłam podobny błąd (tyle że tu w ogóle nie było mowy o jakimkolwiek kontakcie z mojej strony, nagle zobaczyłam na końcu torku różowego jednorożca w paski, który przeciągnął mnie na swoją stronę, przez co Rubicz znowuż nie zaliczył hopki). Przez co finalnie skończyłyśmy z DISem. Muszę się przyznać, że ciągłe utrzymywanie kontaktu z psem jest dla mnie zmorą, na prawdę mega często o tym zapominam, a ostatecznie wkurzam się na psa, że ,,zachciało mu się ominąć hopkę''. Jeśli myślicie, że to takie proste, spróbujcie przebiec z psem tor składający się z 20 przeszkód, myśląc trzeźwo (i za siebie i za psa), utrzymując kontakt z psem, pokazywać mu gesty, wymawiać komendy i jeszcze nie zaliczyć gleby i to za pierwszym razem! :D

Jumping 2 - tu poszło nam z kolei bardzo ładnie ♥ Zaczęłyśmy pięknie, prawidłowo zaliczając kolejne przeszkody (i muszę się tu pochwalić... NA KONTAKCIE!!!). Udało mi się zrobić zmianę za psem (i właśnie po tych zawodach stała się ona moją ulubioną zmianą :D), jednak po tunelu za długo czekałam na psa zamiast wskazać psu tor ruchu i biec dalej przez co ostatecznie strasznie wyrzuciło Ru na zakręcie, na szczęście udało się opanować tę sytuację i zaliczyłyśmy kolejne przeszkody. Pod koniec popełniłam błąd robiąc zmianę dosłownie za psem, zasłaniając mu tor ruchu, ale ta sytuacja również została opanowana i w sumie dobrze wyszło. :D. Finalnie zakończyłyśmy jumping 2 na 4 miejscu(!!!) z czasem 21,69sek ♥ 



Jumping 3 pozostawił w mojej głowie niefajne wspomnienia z poprzednich zawodów, które niestety się potwierdziły...
Na starcie okazało się, że kilka osób, które startowały wcześniej przed nami jednak nie biegną przez co trochę zbito nas z tropu, przerwano sielankę w namiocie i musiałyśmy biec żeby zdążyć. Jednak to podcięło żyłki moim nerwom, które puściły do tego stopnia, że to był NAJGORSZY START EVER. Wszystko robione niedbale, w pośpiechu, bez wielkiego zaangażowania. Świadczy o tym kompletny brak zainteresowania z mojej strony biegnącej za mną\obok mnie Ru i ominięte przez nią kolejne dwie hopki oraz ogromna strata czasu i 2 odmowy na koncie. I tak to cud, że nie dali nam DISa, ale sam bieg był koszmarny. Chociaż patrząc na to z drugiej strony... Gdybyśmy nadawały wówczas na podobnych falach i lepiej się dogadały, nie popełniły tych błędów, a co idzie z tym w parze, miały lepszy czas, to miałybyśmy szanse na 6, 5 lub nawet 4 miejsce. Ale nie ma co gdybać! 


Podsumowując...

Mimo wszystkiego, czego powinnam żałować, za co powinnam się wstydzić... Finalnie na prawdę niczego nie żałuję! Jasne, mogłam zrobić coś tak, co innego siak, ale nie cofniemy się już w czasie, a wręcz przeciwnie, możemy zawalczyć o lepsze jutro, a ściślej 26 sierpnia kiedy to czeka nas trzecia edycja zawodów w Juhuu. Myślę jednak, że wystarczy tylko spiąć tyłek, zmobilizować się i zacząć działać, ćwiczyć stare ,,naumiane'' rzeczy, ale także te nowo i ,,niedokońcanaumiane'', a wierzę, że wiara, zaufanie i pasja zrobią swoje. :) Organizacja jak zwykle była świetna, jedyne do czego mogłabym się przyczepić to słabo słyszalny mikrofon, ale wybaczam to za wspaniałą atmosferę i na dodatek muzyczkę ♥ Dostałam bolesnego, aczkolwiek motywującego kopa w tyłek i wierzcie mi lub nie, ale zamierzam to wykorzystać! :D Jestem niezmiernie szczęśliwa i zaskoczona, a jednocześnie nie mogę się doczekać trzeciej edycji tych zawodów chociaż nie spodziewam się nie wiadomo czego, po prostu, nie wystarczy widzieć, TO TRZEBA PRZEŻYĆ! :) 

Na koniec chciałabym poinformować Was o trzech sprawach. Pierwszą z nich jest fakt, że wyjeżdżamy, za góry i za lasy (to wskazówka! ;)), drugą, że planujemy coś o tym napisać, a trzecia to podziękowanie za dotarcie aż do samego końca tej notki i zachęcenie do dalszego śledzenia losów Napędu na cztery łapy. Co prawd mieliśmy ostatnio niemały zastój, ale przed Wami jeszcze sporo do odkrycia! ;)
 



2 maja 2017

I Treningowe Zawody Agility O Puchar JUHUU

1.04 Klub JUHUU zorganizował I Treningowe Zawody O Puchar JUHUU, a jako że ominęły mnie poprzednie zawody w poprzedniej edycji i teoretycznie byłyśmy gotowe na ten start postanowiłam, że tym razem spróbujemy swoich sił. :)

Fot. Cyntia Ztgmuntowicz


Wszystkie przebiegi były jumpingowe (jumping - tylko hopki - stacjonaty i tunele), był podział na wysokości tyczek podczas startów, ale finalnie wszystkie klasyfikowały się do klasyfikacji łącznej, na podium też nie było takiego podziału, liczył się czas i jakość przebiegów.


Jadąc na zawody postanowiłam, że nie będę się spinać, polować na podium, bo takie podejście zazwyczaj źle się kończy, a zamiast tego postawić na dobrą zabawę i potraktować ten start jako trening i sprawdzian z dotychczas przyswojonej wiedzy. Jak się później okazało, takie podejście było zbawienne i to była moja wówczas najlepsza myśl!
Widziałam, że gdy ja podchodzę do pracy z dystansem i uśmiechem na twarzy, Ruby jest wyluzowana i zdecydowanie lepiej pracuje się z nią w takim stanie. Dlatego też przed pierwszym zapoznaniem z torem przeszłyśmy się na krótki luźny spacer, poćwiczyłyśmy kilka prostych rzeczy, powtórzyłyśmy czynność ze znajomym psem i byłyśmy gotowe na wszystko. :D

Fot. Oliwia Cyperska
Jumping 1 - DIS (dyskwalifikacja - tu akurat wszystko potoczyło się felernie, zaczynając od przedłużającego się startu, przez który Ruby zaczęła wchodzić w stan uśpienia, kompletnie się wyłączając, zwiewając do ludzi i zapachów, przez moją słabą pamięć i handling przez co nie zapamiętałam toru i prowadziłam psa po nim jak ostatnia kaleka, po stres związany z debiutem przed publicznością, na żywo, TU I TERAZ)

Jumping 2 - DIS (dyskwalifikacja - zaczęło się bardzo ładnie, ale Ruby postanowiła wbiec w lewy, nie prawy otwór tunelu, co już skutkowało disem)

Jumping 3 - 7\34 (!!!)  (Tu było idealnie! Zabrakło nam jedynie szybkości i nici porozumienia - Ru najpierw ominęła całą hopkę, zamiast od razu ją przeskoczyć, ale udało nam się wybrnąć z tej sytuacji, zrobić ładny finish i zdobyć punkty do klasyfikacji łącznej!)




Pierwsze dwa jumpingi w gruncie rzeczy zawaliłyśmy, ale dzięki temu wiem, że problemu należy doszukiwać się po obu stronach (ja biegam jak na szpilkach, przez co źle prowadzę psa na torze, a Ruby czasem zapomina, że biegniemy razem i chcąc pokazać żyłkę niezależności proponuje własne rozwiązania lub wykonuje ćwiczenia na odwal). Natomiast jumping 3 zapewnił nam 4 punkty do klasyfikacji łącznej, z których mogłabym się śmiać patrząc na osiągnięcia innych, a koniec końców jestem z nich przecholernie dumna! ♥ 



Ten start pozwolił nam sprawdzić swoje umiejętności, zapewnił dobrą zabawę i chęć walki (pozytywnie!) na pozostałych dwóch edycjach, było świeeetnie!
Brawa należą się również organizatorom, zawodnikom, obserwatorom i paparazzi, którzy  razem stworzyli fajną, ,,domową'' atmosferę i zajefajne zawody! :)
Do zobaczenia w czerwcu!


 

31 sierpnia 2016

Wakacje 2016


Zacznijmy od tego, że to już drugie wakacje z rudego życia, drugie wakacje spędzone z Ruby u boku! Czas leci nam niemiłosiernie szybko, a to z kolei zmusza mnie do przemyśleń.

Pierwsze wakacje, od których odgrodził nas aż ROK były spędzone leniwie. Biorąc pod uwagę, że Rubisia była wtedy szczeniakiem w minimalnej części jestem w stanie przyjąć to sobie do serca z myślą, że w czasie już (niestety!) się nie cofniemy, a chwile ze szczenięcych lat już nie wrócą, po zakończeniu zeszłorocznych wakacji byłam na siebie przeokropnie zła, że właściwie wcale nie wykorzystałam tego czasu (przez owe 2 miesiące był tylko jeden wyjazd!) i postanowiłam sobie, że w tym roku będzie inaczej, że te wakacje będą spędzone mega aktywnie i że w końcu będę zadowolona z tego, co uda nam się w ich czasie osiągnąć. A więc, nie przedłużając, jak było?



Pierwsze dni wakacji (począwszy od 25.06) spędziłyśmy na malowniczej kaszubskiej wsi, gdzie byłyśmy również w poprzednie wakacje. Byłyśmy tam przez prawie tydzień, z czego około 1\4 przeznaczyłyśmy na leniuchowanie, (czyt. luźne, acz nie bierne wspólne spędzanie czasu) które pozwoliło nam odciąć się od rzeczywistości, zapominając o 10 miesiącach męczarni przed wakacjami. Nie obyło się również bez wodowanka, które jest już połową sukcesu, gdyż Ruby nie mając dostępu do zbiorników wodnych przez 365 dni zamoczyła brzuszek, a nie jedynie łapki, jak w zeszłym roku. Kto wie, co będzie w kolejne wakacje... :)
Przez ten czas, właściwie w każdej sytuacji, czy siedząc w domu, czy przebywając poza nim, Ruby miała świetny socjal z wiejskim otoczeniem - psy, w tym burkowe ujadacze (które już nie są straszne!!), konie, czy też drogami szutrowymi, głośnymi odgłosami wydobywającymi się z maszyn (również rolniczych), a także innych źródeł. 
Podczas tego wyjazdu było dużo spacerów, jazdy samochodem, zwiedzania, gospodarskich zwierzątków i człowieków, a teraz widać tego efekty, bo, choć sama czasem w to nie dowierzam, coraz lepiej. 
Zaliczyłyśmy też pierwsze próby bardzo amatorskiego bikejoringu (dla przyjemności, aktywności i zabicia czasu) które zakończyły się bardzo pomyślnie, moje serce kraje, że to już koniec, bo na co dzień nie mamy gdzie bikejoringować, a nie ufam miejskiemu asfaltowi.


Uszy, szelki [*]
Następnie niespodziewanie opuściłyśmy Kaszuby na rzecz Borów Tucholskich, gdzie spędziłyśmy 3\4 dni. Tam z kolei czas przeznaczyłyśmy na troszkę leniuchowania (czyt. luźne, acz nie bierne spędzanie czasu!) a także na spacery po przepięknych, malowniczych lasach (a'la dogtrekkingi, na dystansie 2-3km) których zdjęć, nie wiedzieć czemu nie zrobiłam (a szkoda!). Codziennie dreptałyśmy sobie na spacerki po miasteczku, czasem jeździłyśmy w różne zakątki Borów (na zdjęciu osie w gminie Osie), a nawet razem płynęłyśmy rowerem wodnym! Niestety zdjęć na dowód brak. Było kilka typowo socjalowych sytuacji, np. gdy spotkałyśmy jakiegoś psa (w tym cavisia!).


Kilka dni później wybrałyśmy się na dziką plażę. Tak, tak, nie przepuściłabym takiej okazji!
Rubisia z racji ogromnych fal nie chciała zacząć nauki pływania, ale kilka razy fale nieźle ją zmoczyły. Natomiast oprócz łapek w końcu sama z siebie zamoczyła pyszczek, nawet nie trzeba było jej namawiać. :) Mamy stamtąd kilka całkiem fajnych, przyzwoitych zdjęć.




Pierwszy tydzień sierpnia (1-8.08) spędziłyśmy na obozie (o którym TUTAJ - KLIK). Był to bardzo intensywny tydzień, z którego wiele wyniosłyśmy i wróciłyśmy z wielką motywacją do działania i pomysłami na przyszłość. Tu również nie mogłabym nie wspomnieć o socjalu z psami, ludźmi, wiejskimi zwierzętami i otoczeniem. Ruby pięknie się klatkowała i wyciszała oraz pracowała na pełnych obrotach, gdy tylko było tego trzeba. 




Poprzedni wyjazd zmotywował nas do zapisania się do agilitowej grupki, z którą ćwiczymy co tydzień, a wspólnych zajęć mieliśmy do tej pory 3, w sobotę, pełne werwy  ruszamy na kolejny! Każde spotkanie obfitowało w socjalizację - psy, ludzie, dzieci, nowe sytuacje.



Kilka dni później wybrałyśmy się na wycieczkę do lasu, a finalnie skończyłyśmy nad jeziorem. Rubisiek ,,pozował'' do zdjęć i nie miał najmniejszej ochoty męczyć kaczek, zostawił je w świętym spokoju.
[*] Niestety tego dnia odeszła od nas kleszczobójcza obróżka, ja zawiedziona stratą zabezpieczenia psa przed tymi obrzydlistwami i stratą pieniędzy, Ruby nieco mniej. Co zabawne, odkąd jej nie ma Ruby nie złapała dotąd żadnego kleszcza, w obróżce się zdarzyły (odpukać).



Następnie odnowiłyśmy stosunki z kotem, które rozpoczęły się na początku tego roku. Ruby go obwąchała, spiszczała (mami, ten cosiek ma mnie gdzieś, no jak tak można!) ale szybko zostawiła w spokoju i była chętna do pracy mimo że kocur przebywał w pobliżu. Tego dnia (już w sierpniu) byłyśmy również na spacerze z Tobim (JEGO STRONA - KLIK).



Kilka dni później wywiało nas do Twierdzy Wisłoujście, którą, niestety mogłyśmy podziwiać jedynie z odległości widocznej na zdjęciu, ale finalnie ''obeszłyśmy'' ją (po drugiej stronie) co najmniej 3 razy, bo akurat czekałyśmy na pewną osóbkę, która później do nas dołączyła. Rubikonek super pracował i chętnie wykonywał moje polecenia mimo upału, sukces!



Wczoraj socjalizowałyśmy się z autostrado-obwodnicą (jak zwał, tak zwał). Rubinia po raz pierwszy odwiedziła (z zewnątrz) centrum kontroli pojazdów, zapoznała z dziwnymi dźwiękami stamtąd dobiegającymi, a także rozpoczęła naukę nowej sztuczki i przebywała ,,na luzie'' w obecności obcego owczarka belgijskiego. Wszystko na plus! Trzeba tylko dopracować wyciszanie się w obcych miejscach, bo darcie japki czasami może narobić niepotrzebnych problemów, choć Ruby nie do końca jeszcze o tym wie. 



Dziś, na zakończenie wakacji poszłyśmy na spacer socjalizacyjno-fotograficzny, również z Tobim. Z efektów, zarówno ze strony Ruby, jak i zdjęć jestem zadowolona, choć nawet nawet jeśli chodzi o Ruby. :)

Podsumowując,

Tegoroczne wakacje, w porównaniu, do tych wcześniejszych były o wiele bardziej udane,bo obfitowały w socjalizację, spacery, aktywność i zdjęcia, których w zeszłym roku było mniej. Jestem z nich zadowolona, bo w końcu widać światełko w tunelu, efekty naszej pracy, której podjęłyśmy się w zasadzie dopiero w tym roku. Według mnie były bardzo udane, warte każdej chwili, choć na te w 2017 mam nieco inne plany, ale na to jeszcze przyjdzie czas. :) Brakowało mi tylko spotkań z psiarzami i ich pupilami ,,na osobności'', bo oprócz osób i psów z obozu nie poznałyśmy jeszcze nikogo nowego. Nie wypaliło nam kilka planów, m.in co do różnych wydarzeń, ale plany planami, bo powszechnie wiadomo, że życie lubi pisać różne scenariusze, o których niekiedy dowiadujemy się z dnia na dzień, a które kompletnie krzyżują nam plany. Dlatego w tym miejscu ową notkę chciałabym zakończyć dodając, że zapomniałam dodać o socjalizacji w restauracji i innych miejscach użytku publicznego. I tyle. Te wakacje były na prawdę super, ale ich największym minusem było to, że tak szybko minęły. Jestem pełna weny i mam nadzieję, że kolejne wakacje będą tak dobre jak te, a może i nawet lepsze! :)

Jak minęły Wam wakacje? Udały się? Wszystko odbyło się zgodnie z planem czy niekoniecznie? 

24 czerwca 2016

Psi weekend + sukcesiki

18-19.06 na terenie gdyńskich Kolibek odbył się Puchar Bursztynowego Psa (agility) i krajowa wystawa psów rasowych, na których miałyśmy przyjemność się znaleźć. Niestety nie jako uczestnicy, a obserwatorzy, co wcale nie oznacza, że było źle!


W końcu odważyłam się na zrobienie kroku w przód i zdecydowałam się na podróż SKMką. Ruby po raz pierwszy przebywała na dworcu, wśród grona tak wielu ludzi i dzieci, przez których została wymiziana za wszystkie czasy, ale także na imprezach, jakimi są krajowej rangi zawody agility i wystawa. I, jak na nasz pierwszy wspólny wypad tego typu było chyba naprawdę nieźle. W drodze do Gdyni prawie całą drogę przespała mi na kolanach w kagańcu. Natomiast gdy dotarłyśmy już na miejsce zaczął się ten sam problem - ojacie, mami, pacz, ludzie, dzieci, psy, agilitki, omgomgomg, czyli coś, z czym staramy się walczyć już od jakiegoś czasu i co ów wypad miał nieco zneutralizować i zneutralizował, 3 godziny później, gdy piesa zaczynała tracić już ostatki sił i chodziła niemalże na chwiejnych nogach... ;) 



Jak widać, na drugim zdjęciu, zaciekawiły ją przebiegi różnych psów. W momentach ekscytacji, czy zdezorientowania troszkę sobie popiszczała, obwąchała się z kilkoma pieseczkami i chyba oswoiła nieco z atmosferą zawodów. Jej szczególną uwagę przykuł pewien owczarek szetlandzki, dzięki któremu później przestawała bać się mniejszych i podobnych wzrostowo do niej piesków (tak, wiem..), no może oprócz wyjątkowo szczekliwych i zawziętych buldożków francuskich oraz chihuahua, do których przez pewien czas miała uraz, choć z czasem zaczęła je ignorować i mieć wylane na to, co te maluchy mają do powiedzenia, tak trzymaj, córcia! :D


Fotorelacja z przebiegów






























Następnego dnia (19.06) odbyła się wystawa, w której również byłyśmy jedynie obserwatorkami, także po raz pierwszy miałam okazję wybrać się na nią z Ruby, wcześniej na imprezy tego typu jeździłam sama. Zawody były (a przynajmniej miały być) raczej kameralne, choć powodu małej ilości miejsca organizatorzy musieli poszczególne ringi ,,powciskać'' w wolne miejsca. Między niektórymi psami było kilka spin, ale poza tym było raczej spokojnie. Rubisia miała okazję ponownie zostać porządnie wymiziana i obwąchać się z różnymi psiakami, co pozytywnie wpłynęło na jej zachowanie w stosunku do nich, na szczęście lęk przed większymi psami i miłość do wszystkich również już ustępuje, ale będziemy jeszcze z tym walczyć. Wygląda również na to, że udało mi się przekonać Rubisię do tej formy aktywności i bardzo się z tego cieszę, bo pieseła zaczyna robić coraz większy progress, a ja już podjęłam decyzje. Zdecydowałam, że we wrześniu weźmiemy udział w zawodach rally-o, Top Speed Dog i wystawie z tym, że tym razem już nie jako obserwatorki, a uczestniczki. Trzymajcie kciuki! :)
Mimo wszystko, uważam, że to jednak swego rodzaju sukces, że w ogóle się do tego posunęłyśmy, bo mogłyśmy nie jechać, ale uparta pańcia nie przepuściłaby takiej okazji. :D


Jako że jutro wyjeżdżamy, a wracamy dopiero 9.07 postanowiłam napisać dwa posty ,,naraz'', toteż jeśli jeszcze nie widzieliście T E G O wpisu, to serdecznie zapraszam i do ,,zobaczenia'' za 2 tygodnie! :)